logo-mini
Reportaż z chrztu Wojtusia

Reportaż z chrztu Wojtusia

  • Data:
    lip 18
  • Klient:
  • Kategoria:
    chrzest

Wojtuś to jedno z tych imion, których obecnie niewiele. Jednak wyjątkowość mojego bohatera to nie tylko jego imię, ale też usposobienie - to bardzo pogodny chłopiec, który od samego początku wpatrywał się we mnie (a raczej w mój aparat) niczym zawodowy model. Strasznie mnie tym rozbroił, bo zazwyczaj staram się być niewidoczna, a tutaj miałam prawdziwą zagryzkę, by pozostać w swojej ulubionej roli obserwatora. Myślę jednak, że takie zdjęcia również mają swój urok. 


Reportaż zaczęliśmy u podstaw, czyli w domu Wojtusia. Zawsze podkreślam, że to mój ulubiony moment reportażu - w swoim otoczeniu czujecie się po prostu najbezpieczniej. Poza tym nie ma jeszcze wszystkich gości i całej podniosłej atmosfery, jaka towarzyszy ceremonii chrztu. Jest za to wyczekiwanie, co sprzyja różnym emocjom, a to jak wiadomo, najlepiej oddaje atmosferę. 


Wojtuś podczas przygotowań był po prostu rozkoszny, ganiał za rodzicami i przypatrywał się, co robią. Myślę, że już wtedy zaczął przeczuwać, że ten dzień będzie inny niż pozostałe.


Sama ceremonia przebiegła bardzo spokojnie i szybko. Najbliżsi zgromadzili się w Świątyni w sobotnie popołudnie, co świetnie się sprawdziło, gdyż Wojtuś był jedynym chrzczonym dzieckiem i nie musiał przejmować się konkurencją ;) Dla mnie to prawdziwy festiwal smaków, mogę poruszać się swobodnie, nikt nie wchodzi w kadry, jest  po prostu sympatycznie. 


Przyjęcie odbyło się w poddębickim Skorpionie, w małym gronie najbliższej rodziny.  Wojtuś był prawdziwą gwiazdą, przekazywany z rąk do rąk uśmiechał się na wszystkie strony. To wspaniałe, jak wielką miłością jest obdarzony.

Dodatkowo tego dnia obchodził swoje pierwsze urodziny! W zdmuchnięciu świeczki pomogła mama, ale prezenty Wojtuś odpakowywał niemal samodzielnie.


Justyno i Szymonie! Dziękuję za klimat, jaki stworzyliście tego dnia, chrzest w trybie slow to prawdziwa przyjemność. Mam nadzieję, że chętnie będziecie przeglądać te kadry, a sam Wojtuś, gdy podrośnie, będzie mógł wrócić do tego dnia i zobaczyć, jakim był uroczym roczniakiem :)



A w trakcie przyjęcia poszliśmy na pobliską łączkę. Myślę, że to był dobry pomysł :)